Jacek Gałkiewicz

 

Jacek Gałkiewicz urodził się hehehe!!! I żył długo i szczęśliwie :) Początki jego działalności to 1990 rok, kiedy to ze swoim przyjacielem – Sebastianem Rusem  wzięli od jego ojca perkusję marki polmuz i wieźli przez całe miasto na wózku dwukołowym, oznajmiając (z pękniętą dentką w jednym z kół - przyp. Sebastian) przy tym całemu światu że istnieją. Sprawa dość szybko się rozwiązała, choć pierwotny skład wyglądał – jacek gałkiewicz – keybord, śpiew, Sebastian Rus – perkusja, że obaj zaczęliśmy na niej grać – bez żadnych konfliktów! Na początku nie mieliśmy pojęcia jak się uderza, czy ręce skrzyżować, czy też nie?? Niedługo później spacerując ulicą szczecińską, usłyszeliśmy jak ktoś gra! Ktoś gra na bębnach, gitarze, basie!!! Jako że nasze nogi szły wszędzie tam gdzie nie zawsze mózg powinien na to zezwolić, poszliśmy do środka.

Naszym oczom ukazał się prawdziwy zespół heavy metalowy. Był to zespół SAG – goleniowska formacja z niejakim Jarkiem Chilkiewiczem w roli gitarzysty. Naszym mistrzem natomiast był Jacek Mroczkowski. Znakomity perkusista, który zaszczepił w nas nasiona bębnienia. Przychodziliśmy codziennie, nawet wtedy, kiedy nie mieli próby – a może gra. Któregoś dnia tak było. Jacek przyszedł pograć sam!!! Ciężko nam było się zdecydować na wejście, z resztą za pierwszym razem również staliśmy chyba z godzinę zanim weszliśmy do środka. Po zapoznaniu okazało się, że „Mroku” to strasznie sympatyczny gość. Od tej pory mogliśmy przychodzić na próby i podglądać Go w akcji. Nie zapomnę tej chwil, kiedy na jednej z prób zeszło się trochę ludzi i robili jakiś syf. Pili wino, jarali szlugi i gadali. Zespół się wkurzył i Chilek kazał wszystkich wyprosić. Kiedy wokalista wypieprzył wszystkich, spojrzał na Chilka i spytał się tych też? Wskazując na nas oczywiście. I w tym momencie aż zacytuje: „Tych nie, tych zostaw”. To były wielkie słowa!

Czas biegł, aż któregoś dnia spotkał mnie chłopak pytając się, czy nie zechciał bym grać z nim w zespole. Bałem się jak cholera, bo nie umiałem za wiele grać. Ale co tam, zgodziłem się. Graliśmy we trójkę ja, Marcin Obiała „terminatrot” na gitarze i Rafał Kseń na gitarze solowej. Graliśmy przede wszystkim bluesowe przeloty. Nazywaliśmy się :PROPUBLIKOBONO” , a próby mieliśmy w bramie wolińskiej. Po kilku próbach zagrałem swój pierwszy w życiu koncert na WOŚP w SP4 w Goleniowie. Co prawda, zgrałem może ze trzy covery „Dżemu”, ale byłem dumny jak koleś co wymiata. Niedługo jednak Rafał zdecydował, że nie będzie grał, bo życie każe mu inne rzeczy robić. Szkoda – grał super. Ja z Marcinem spotykaliśmy się nadal, ponieważ granie było naszą największą pasją. Jednak w bramie nie mogliśmy grać z dwóch powodów: pierwszy wiek zabytku, drugi – hałas jaki się wydobywał z bramy zakłócał spokój okolicznym mieszkańcom. Poza tym grając tam, wszystko się trzęsło tak mocno, że lampy odpadały z sufitu. Przenieśli nas wtedy do amfiteatru.

To było na wiosnę 91 roku. Mielismy tam znakomitą salę prób. Mogliśmy grać dniami i nocami, a co najważniejsze, grać mógł również Sebastian, który był zresztą trochę niepocieszony, że wziąłem jego bębny na swoje próby. Spotykaliśmy się niemalże codziennie, często zrywając się ze szkoły. To była dobra melina. Graliśmy i graliśmy. W 92 zagrałem swój pierwszy przegląd. Zagraliśmy go we dwójkę – ja i Marcin. Nie mieliśmy basisty ani wokalisty. Była tylko idea grania, tylko to się liczyło. Dostałem nawet dyplom! Po przeglądzie graliśmy dalej – we dwójkę :).

Pewnego dnia trafił do nas na próbę Niesamowity człowiek!!! Wojtek Bałut. Nie wiadomo skąd i jak (a znało się już ten światek muzyków goleniowskich). Spytał czy może pograć na gitarze. Oczywiście mój entuzjazm nie był do ukrycia i powiedziałem oczywiście! Marcin jednak był rozsądny i powiedział że potrzebujemy basisty. Na co Wojtek – nie ma sprawy zagram na basie. Niedługo jednak Wojciech przyprowadził swojego kolesia – Jacka Świadka „Węża”, który grał na basie. Wąż był nie młodym chłopcem i nie pękał z gumy, tylko przynosił na każdą próbę browary, co niepokoiło zbytnio Marcina, który nie był zwolennikiem pracy pod wpływem. Niestety Wąż nie dał się namówić i Marcin się obraził. (Obecnie jest żonaty, ma jedno dziecko, pracuje w fabryce mebli i jest świadkiem jechowy). Wojciech jednak miał asa w rękawie w postaci Olgierda Geblewicza „Gebelsa”, Który był równie "zdrowym" gitarmanem. Mogę śmiało powiedzieć, że Olgierd dał mi wtedy niezłego kopa. Kazał mi grać rzeczy które były strasznie trudne. Tłukłem wtedy niemiłosiernie, aż w ten sposób powstał zespół „Vernum”. Pierwszy i ostatni koncert zagraliśmy na WOŚP w 94 roku w kinie „Wisła”, którą sam zresztą zainicjowałem, przy wsparciu wielu wspaniałych ludzi. Po tym grupa się rozpadła, ponieważ Wojciech stwierdził podobnie jak wcześniej Rafał, że granie nie jest dla niego. (Obecnie jest znakomitym prawnikiem, mieszka w   Warszawiei pracuje w bardzo wielkiej znanej wszystkim firmie).

Po tym zacząłem grać z Olgierdem jeszcze kilka miesięcy, później ze Sławkiem Woźniakiem, Jackiem Palicą, Radkiem Pietunowem, Konradem Kuzą, Piotrkiem Piotrowskim, Magdą Zając, Rafałem Ludwiczakiem, Patrykiem Jurczakiem, Grześkiem i Danielem Kondysem, Ewą Sałecką, Eweliną Drozdowską i wiele, wiele nazwisk mógłbym wymieniać. Przez te wszystkie lata przewinęło się na prawdę sporo dobrych muzyków, a zarazem przyjaciół i wiele gatunków muzycznych. Pewnego dnia, za namową Mariusza Piotrowicza, trafiłem do „Jesiennych Przyjaciół" w których trwam do tej pory. W między czasie miałem jedną próbę z „Polandami”, ale jak na razie cisza. Mam nadzieję że lista nazwisk nie powiększy się zbyt wiele, ale za to lista sukcesów nie zmieści się na tej stronie.

Dziękuje przede wszystkim Panu Bogu. Następnie pragnę podziękować mojej żonie Adriannie za wyrozumiałość i cierpliwość, moim wspaniałym koleżankom i kolegom nie tylko tym z zespołów. Pragnę również przeprosić za niedogodności związane z moją osobą. Dziękuję koleżankom i kolegom z obecnego składu – Asi, Mariuszowi, Arkowi,Pawłowi, za ten wspaniały czas spędzany razem. . Pozdrawiam wszystkich ciepło i zapraszam na koncerty.
                                                                                                                                                                                                                                                                                        j. gałkiewicz

Powrót do góry Powrót do głównej


 Zespół "Jesienni przyjaciele" zastrzega sobie prawa do wszelkich treści umieszczanych na tej stronie. Jednocześnie zezwalamy na kopiowanie i odtwarzanie bez naszej zgody wszystkich treści multimedialnych z zastrzeżeniem podania źródła. W razie problemów ze stroną skontaktuj się z jej autorem.